
Od zawsze uważam, że najwspanialsze rzeczy na Ziemi są dziełem Matki Natury, dlatego kierując się swoją wrażliwością w postrzeganiu tego, co nas otacza oraz wielką pasją do odkrywania tajemnic przeszłości, stworzyłam wyjątkowy projekt, który opowiada o niezwykłej roli ptaków w życiu człowieka.
Od zawsze uważam, że najwspanialsze rzeczy na Ziemi są dziełem Matki Natury, dlatego kierując się swoją wrażliwością w postrzeganiu tego, co nas otacza oraz wielką pasją do odkrywania tajemnic przeszłości, stworzyłam wyjątkowy projekt, który opowiada o niezwykłej roli ptaków w życiu człowieka.
W poszukiwaniu legend, mitów i przesądów dotyczących ptaków ruszyłam w pełną niezapomnianych doświadczeń podróż, która do tej pory poprowadziła mnie przez 63 państwa. Od wybrzeży mórz i oceanów, gdzie palmy składają ukłony dzikim falom, przez gęste dżungle skrywające ruiny starych świątyń, pustynie o miękkim piasku ułożonym przez wiatr w misterne wzory, podnóża okazałych łańcuchów górskich i ciągnące się po horyzont sawanny, aż po małe, zapomniane wioski oraz wielkie, błyszczące od świateł miasta - historie opowiadające o znaczeniu ptaków w rozwoju naszej wiedzy, kultury, sztuki i wiary przywożę ze sobą w pamięci i od kilku lat gromadzę w formie książki, która pewnego dnia, gdy dotrę wszędzie tam, gdzie zaplanowałam, trafi do Twoich rąk.
W poszukiwaniu legend, mitów i przesądów dotyczących ptaków ruszyłam w pełną niezapomnianych doświadczeń podróż, która do tej pory poprowadziła mnie przez 63 państwa. Od wybrzeży mórz i oceanów, gdzie palmy składają ukłony dzikim falom, przez gęste dżungle skrywające ruiny starych świątyń, pustynie o miękkim piasku ułożonym przez wiatr w misterne wzory, podnóża okazałych łańcuchów górskich i ciągnące się po horyzont sawanny, aż po małe, zapomniane wioski oraz wielkie, błyszczące od świateł miasta - historie opowiadające o znaczeniu ptaków w rozwoju naszej wiedzy, kultury, sztuki i wiary przywożę ze sobą w pamięci i od kilku lat gromadzę w formie książki, która pewnego dnia, gdy dotrę wszędzie tam, gdzie zaplanowałam, trafi do Twoich rąk.
Widząc piękno w tym, co pozostaje niezauważone, stworzyłam ponad 300 unikatowych fotografii przedstawiających ptasie pióra, aby pokazać Ci cały świat ukryty w lekkiej, niemal doskonałej formie. Zmysłowe linie zachowujące nieprawdopodobną symetrię, niezwykłe detale tworzące spójną całość, zachwycające kolory płynące z jednej strony kadru na drugą - każde ze zdjęć odzwierciedla precyzję mojej pracy, dużą dbałość o najmniejszy szczegół oraz wysokie wymagania estetyczne.
Widząc piękno w tym, co pozostaje niezauważone, stworzyłam ponad 300 unikatowych fotografii przedstawiających ptasie pióra, aby pokazać Ci cały świat ukryty w lekkiej, niemal doskonałej formie. Zmysłowe linie zachowujące nieprawdopodobną symetrię, niezwykłe detale tworzące spójną całość, zachwycające kolory płynące z jednej strony kadru na drugą - każde ze zdjęć odzwierciedla precyzję mojej pracy, dużą dbałość o najmniejszy szczegół oraz wysokie wymagania estetyczne.










W tworzeniu tego projektu wspiera mnie Muzeum i Instytut Zoologii Polskiej Akademii Nauk, w którym odkrywając niezwykłą kolekcję ornitologiczną sięgającą początków XIX wieku, mogłam sfotografować pióra ponad 250 gatunków ptaków. Przez najbliższe kilka lat wiele z moich zdjęć możesz zobaczyć w Narodowym Muzeum Techniki w Warszawie, gdzie stanowią element wystawy stałej zatytułowanej „Przyroda największym wynalazcą”, która wspaniale ukazuje światy techniki i przyrody, jakie wzajemnie się przenikają.
W tworzeniu tego projektu wspiera mnie Muzeum i Instytut Zoologii Polskiej Akademii Nauk, w którym odkrywając niezwykłą kolekcję ornitologiczną sięgającą początków XIX wieku, mogłam sfotografować pióra ponad 250 gatunków ptaków. Przez najbliższe kilka lat wiele z moich zdjęć możesz zobaczyć w Narodowym Muzeum Techniki w Warszawie, gdzie stanowią element wystawy stałej zatytułowanej „Przyroda największym wynalazcą”, która wspaniale ukazuje światy techniki i przyrody, jakie wzajemnie się przenikają.







Mój projekt powstał w 2017 roku, gdy po raz pierwszy odważyłam się wyruszyć w daleki świat. Leżąc w cieniu meksykańskich palm porastających wybrzeże rybackiej wioski Celestún położonej nad Zatoką Meksykańską obserwowałam przez większość dnia flamingi, pelikany i fregaty – niezwykłe ptaki morskie, które prawie całe swoje życie spędzają w powietrzu. To właśnie w tamtej chwili postanowiłam, że uchwycę piękno tego, co je łączy i jednocześnie tak bardzo od siebie różni, odszukując dodatkowo zapomniane historie, mity i legendy dotyczące ptaków i ich wpływu na życie człowieka.
Każde zdjęcie ukazuje mój sposób postrzegania piękna przyrody i jest odzwierciedleniem czasu, jaki poświęciłam na doskonalenie techniki fotografowania tak delikatnych przedmiotów, jakimi są pióra. Pełne skupienie, duża precyzja i moja dbałość o detale sprawiają, że tworzenie jednego zdjęcia zajmuje od 20 do 70 godzin. Tygodnie spędzone na odkrywaniu kolekcji ornitologicznej Instytutu Zoologii sięgającej początków XIX wieku przyniosły fotografie gatunków, których zobaczenie na wolności jest trudne lub nie jest już dłużej możliwe.
Pomysł









Wężówka indyjska
Żuraw mandżurski
Fregata wielka
Wężówka indyjska
Żuraw mandżurski
Fregata wielka
(...) W średniowieczu migracja ptaków stanowiła dla ludzi ogromną zagadkę, co doprowadziło do powstania wielu błędnych założeń dotyczących życia tych zwierząt oraz niezwykłych przesądów i legend, które miały tłumaczyć ich niezrozumiałe zachowania lub zwyczaje. Przez długi czas mieszkańcy Wielkiej Brytanii nie mieli pojęcia, gdzie podziewały się bernikle białolice, które w pierwszych dniach wiosny zrywały się do lotu i znikały nad wzburzonymi falami, by późną jesienią pojawić się ponownie na Wyspach Brytyjskich w towarzystwie swojego potomstwa. Ptaki wyruszały w podróż na Grenlandię oraz arktyczne wyspy północnego Atlantyku, gdzie rozmnażają się i spędzają większą część życia, lecz nieświadomi tych dalekich wędrówek mieszkańcy zachodniej Europy uznali, że w rzeczywistości rodzą się one poprzez drobne skorupiaki należące do gatunku Pollicipes pollicipes, które pokrywają licznie wybrzeża Wielkiej Brytanii i swoim wyglądem do złudzenia przypominają bernikle. Wierzono, że czarno-białe pąkle przyczepione do skał, kadłubów statków oraz drewnianych przedmiotów za pomocą wydłużonej, elastycznej części podobnej do gęsiej szyi były w rzeczywistości ptakami, a o tej nieprawdopodobnej teorii po raz pierwszy wspomniał w 1188 roku walijski mnich Giraldus Cambrensis w swoim dziele „Topographia Hibernica” opisującym krajobraz i życie mieszkańców Irlandii. Według jego obserwacji ptaki były przytwierdzone dziobami do fragmentów drewna dryfujących po morzu i odrywały się od nich, kiedy nabrały wystarczająco dużo siły, by rozprostować swoje skrzydła i wzbić się w powietrze. Skojarzenie bernikli ze zwierzętami morskimi sprawiło, że zostały one częściowo uznane za ryby, w wyniku czego irlandzcy duchowni zezwolili wiernym na spożywanie gęsiego mięsa w trakcie Wielkiego Postu. Przypuszcza się, że kres tej praktyce przyniósł w 1215 roku papież Innocenty III na IV soborze Laterańskim, który miał wskazać na zbyt duże podobieństwo bernikli do innych ptaków, przez co ich mięso nie mogło zostać uznane za posiłek odpowiedni dla wiernych przestrzegających ścisłych zasad postu.
Około 1240 roku Fryderyk II Hohenstauf, Święty Cesarz Rzymski oraz autor słynnego traktatu „De arte venandi cum avibus” będącego źródłem nowożytnej wiedzy ornitologicznej poddał przedziwną tezę o sposobie rozmnażania się bernikli w wątpliwość. Wnikliwie przebadał zebrane skorupiaki i kiedy odkrył, że zwierzęta nie posiadają wspólnych cech, doszedł do wniosku, że za pomocą tej niezwykłej koncepcji próbowano wytłumaczyć, gdzie przychodzą na świat bernikle białolice, które swoje gniazda zakładają z dala od ludzkich siedzib. Odrzucenie mitologicznych rozważań o pochodzeniu bernikli przez jednego z największych uczonych tamtych czasów nie wymazało ze świadomości kulturowej potrzeby dalszego uzasadniania niezrozumiałego zachowania tych zwierząt, gdyż nawet sposób, w jaki dostawały się one do wody wzbudzał wśród ludzi wiele kontrowersji. Z czasem powstały kolejne opowieści sugerujące, że ptaki te od urodzenia są przymocowane do gałęzi drzew. Wzmianka na temat tajemniczego krzewu produkującego owoce o kształcie zbliżonym do ptaków znajduje się w zapiskach papieża Piusa II, które powstały podczas jego podróży do Szkocji w 1435 roku. Kiedy wspomniane owoce dojrzewały i spadały z impetem na ziemię miały natychmiast gnić, lecz gdy tylko wpadały do wody, ożywały i przystrojone w piękne skrzydła wypływały na powierzchnię. Legenda mówi, że urodzone w ten sposób ptaki zamieszkiwały wyspy archipelagu Orkadów leżące na północ od wybrzeży Szkocji. (...)
(...) W średniowieczu migracja ptaków stanowiła dla ludzi ogromną zagadkę, co doprowadziło do powstania wielu błędnych założeń dotyczących życia tych zwierząt oraz niezwykłych przesądów i legend, które miały tłumaczyć ich niezrozumiałe zachowania lub zwyczaje. Przez długi czas mieszkańcy Wielkiej Brytanii nie mieli pojęcia, gdzie podziewały się bernikle białolice, które w pierwszych dniach wiosny zrywały się do lotu i znikały nad wzburzonymi falami, by późną jesienią pojawić się ponownie na Wyspach Brytyjskich w towarzystwie swojego potomstwa. Ptaki wyruszały w podróż na Grenlandię oraz arktyczne wyspy północnego Atlantyku, gdzie rozmnażają się i spędzają większą część życia, lecz nieświadomi tych dalekich wędrówek mieszkańcy zachodniej Europy uznali, że w rzeczywistości rodzą się one poprzez drobne skorupiaki należące do gatunku Pollicipes pollicipes, które pokrywają licznie wybrzeża Wielkiej Brytanii i swoim wyglądem do złudzenia przypominają bernikle. Wierzono, że czarno-białe pąkle przyczepione do skał, kadłubów statków oraz drewnianych przedmiotów za pomocą wydłużonej, elastycznej części podobnej do gęsiej szyi były w rzeczywistości ptakami, a o tej nieprawdopodobnej teorii po raz pierwszy wspomniał w 1188 roku walijski mnich Giraldus Cambrensis w swoim dziele „Topographia Hibernica” opisującym krajobraz i życie mieszkańców Irlandii. Według jego obserwacji ptaki były przytwierdzone dziobami do fragmentów drewna dryfujących po morzu i odrywały się od nich, kiedy nabrały wystarczająco dużo siły, by rozprostować swoje skrzydła i wzbić się w powietrze. Skojarzenie bernikli ze zwierzętami morskimi sprawiło, że zostały one częściowo uznane za ryby, w wyniku czego irlandzcy duchowni zezwolili wiernym na spożywanie gęsiego mięsa w trakcie Wielkiego Postu. Przypuszcza się, że kres tej praktyce przyniósł w 1215 roku papież Innocenty III na IV soborze Laterańskim, który miał wskazać na zbyt duże podobieństwo bernikli do innych ptaków, przez co ich mięso nie mogło zostać uznane za posiłek odpowiedni dla wiernych przestrzegających ścisłych zasad postu.
Około 1240 roku Fryderyk II Hohenstauf, Święty Cesarz Rzymski oraz autor słynnego traktatu „De arte venandi cum avibus” będącego źródłem nowożytnej wiedzy ornitologicznej poddał przedziwną tezę o sposobie rozmnażania się bernikli w wątpliwość. Wnikliwie przebadał zebrane skorupiaki i kiedy odkrył, że zwierzęta nie posiadają wspólnych cech, doszedł do wniosku, że za pomocą tej niezwykłej koncepcji próbowano wytłumaczyć, gdzie przychodzą na świat bernikle białolice, które swoje gniazda zakładają z dala od ludzkich siedzib. Odrzucenie mitologicznych rozważań o pochodzeniu bernikli przez jednego z największych uczonych tamtych czasów nie wymazało ze świadomości kulturowej potrzeby dalszego uzasadniania niezrozumiałego zachowania tych zwierząt, gdyż nawet sposób, w jaki dostawały się one do wody wzbudzał wśród ludzi wiele kontrowersji. Z czasem powstały kolejne opowieści sugerujące, że ptaki te od urodzenia są przymocowane do gałęzi drzew. Wzmianka na temat tajemniczego krzewu produkującego owoce o kształcie zbliżonym do ptaków znajduje się w zapiskach papieża Piusa II, które powstały podczas jego podróży do Szkocji w 1435 roku. Kiedy wspomniane owoce dojrzewały i spadały z impetem na ziemię miały natychmiast gnić, lecz gdy tylko wpadały do wody, ożywały i przystrojone w piękne skrzydła wypływały na powierzchnię. Legenda mówi, że urodzone w ten sposób ptaki zamieszkiwały wyspy archipelagu Orkadów leżące na północ od wybrzeży Szkocji. (...)






Argus malajski
Wojownik czarny
Orlik grubodzioby x orlik krzykliwy
Argus malajski
Wojownik czarny
Orlik grubodzioby x orlik krzykliwy
(...) Majowie zamieszkujący meksykański półwysep Jukatan, górzyste regiony zachodniej Gwatemali oraz gęstą dżunglę zachodniego Hondurasu ponad 3500 lat temu stworzyli jedną z najbardziej fascynujących cywilizacji świata, która wykształciła unikalny system pisma umożliwiający utrwalanie myśli lub idei za pomocą symboli. Wizerunek ary żółtoskrzydłej kojarzonej przez Majów ze słońcem oraz płomieniami widnieje pośród setek tajemniczych znaków nazywanych glifami, a rzeźby ukazujące głowy tych papug zostały odnalezione w ruinach miasta Copán znajdującego się w Hondurasie, gdzie przyozdabiają ściany boiska przeznaczonego do rytualnej gry w piłkę znanej jako ōllamalīztli. Na przestrzeni wieków Majowie sporządzili wiele manuskryptów opisujących ich niezwykłe wierzenia oraz praktyki religijne, jednak konkwistadorzy w trakcie podboju Meksyku w 1521 roku uznali, że istnienie bezcennych ksiąg utrudni konwertowanie lokalnej ludności na religię chrześcijańską oraz sprowadzi zagrożenie dla hiszpańskiej dominacji na obszarze Mezoameryki, dlatego rozpoczęli masowe niszczenie unikatowych rękopisów sięgających początków cywilizacji Majów. Całkowitej destrukcji uniknęły zaledwie 4 manuskrypty znane jako kodeks Grolier, Paryski, Madrycki oraz Drezdeński, a w tym ostatnim zachowały się logogramy odpowiadające wizerunkom ar oraz podobizny tajemniczych postaci z głowami papug trzymających w rękach pochodnie, co potwierdza bliską relację tych ptaków z ogniem wynikającą z ich intensywnego, żółto-czerwonego upierzenia.
Kiedy w 1524 roku hiszpański oficer Pedro de Alvarado wkroczył wraz ze swoim wojskiem na tereny Gwatemali, towarzyszący mu misjonarze również pozbawili majańskich Indian K’iche’ wszystkich dokumentów zawierających spisywane przez nich legendy dotyczące stworzenia świata. Duchowni natychmiast rozpoczęli brutalne wprowadzanie wiary chrześcijańskiej, zmuszając Indian pochodzących z wyższych warstw społeczeństwa do nauki uproszczonej formy alfabetu łacińskiego. Ocalała grupa K’iche’, powiązana najprawdopodobniej z członkami zamordowanej przez konkwistadorów rodziny królewskiej, spisała na nowo całą historię swojego narodu, tworząc około 1554 roku manuskrypt nazywany Popol Vuh. Losy dokumentu były nieznane aż do 1701 roku, gdy do niewielkiej miejscowości Chichicastenango przybył dominikanin Francísco Ximénez. Misjonarz niezwykle interesował się dziejami i tradycją Indian oraz opanował majański język kaqchikel, dlatego po pewnym czasie lokalna społeczność umożliwiła mu wykonanie kopii tej niezwykłej księgi. Owiany tajemnicą rękopis zawiera w sobie opowieść o kreacji świata, w której uczestniczy dwóch dzielnych braci noszących imiona Hunahpu i Xbalanque. Pewnego dnia na ich drodze pojawił się demon znany jako Vucub-Caquix (Siedem ar) o oczach błyszczących jak zielono-niebieskie klejnoty, ostrych zębach wyciosanych z jadeitu oraz dziobie lśniącym niczym srebro, który uważał się za słońce oraz księżyc. Kiedy ptak-demon usiadł na swoim ulubionym drzewie, bracia postrzelili go w dziób i podstępem odebrali mu wszystkie bogactwa, doprowadzając do jego śmierci. Mężczyźni stali się prawdziwym słońcem oraz księżycem, a Majowie do tej pory wierzą, że ara żółtoskrzydła jest ziemskim wcieleniem demona Vucub-Caquix, ponieważ jej dziób przypomina im szczękę stwora uszkodzoną w wyniku walki. (...)
(...) Majowie zamieszkujący meksykański półwysep Jukatan, górzyste regiony zachodniej Gwatemali oraz gęstą dżunglę zachodniego Hondurasu ponad 3500 lat temu stworzyli jedną z najbardziej fascynujących cywilizacji świata, która wykształciła unikalny system pisma umożliwiający utrwalanie myśli lub idei za pomocą symboli. Wizerunek ary żółtoskrzydłej kojarzonej przez Majów ze słońcem oraz płomieniami widnieje pośród setek tajemniczych znaków nazywanych glifami, a rzeźby ukazujące głowy tych papug zostały odnalezione w ruinach miasta Copán znajdującego się w Hondurasie, gdzie przyozdabiają ściany boiska przeznaczonego do rytualnej gry w piłkę znanej jako ōllamalīztli. Na przestrzeni wieków Majowie sporządzili wiele manuskryptów opisujących ich niezwykłe wierzenia oraz praktyki religijne, jednak konkwistadorzy w trakcie podboju Meksyku w 1521 roku uznali, że istnienie bezcennych ksiąg utrudni konwertowanie lokalnej ludności na religię chrześcijańską oraz sprowadzi zagrożenie dla hiszpańskiej dominacji na obszarze Mezoameryki, dlatego rozpoczęli masowe niszczenie unikatowych rękopisów sięgających początków cywilizacji Majów. Całkowitej destrukcji uniknęły zaledwie 4 manuskrypty znane jako kodeks Grolier, Paryski, Madrycki oraz Drezdeński, a w tym ostatnim zachowały się logogramy odpowiadające wizerunkom ar oraz podobizny tajemniczych postaci z głowami papug trzymających w rękach pochodnie, co potwierdza bliską relację tych ptaków z ogniem wynikającą z ich intensywnego, żółto-czerwonego upierzenia.
Kiedy w 1524 roku hiszpański oficer Pedro de Alvarado wkroczył wraz ze swoim wojskiem na tereny Gwatemali, towarzyszący mu misjonarze również pozbawili majańskich Indian K’iche’ wszystkich dokumentów zawierających spisywane przez nich legendy dotyczące stworzenia świata. Duchowni natychmiast rozpoczęli brutalne wprowadzanie wiary chrześcijańskiej, zmuszając Indian pochodzących z wyższych warstw społeczeństwa do nauki uproszczonej formy alfabetu łacińskiego. Ocalała grupa K’iche’, powiązana najprawdopodobniej z członkami zamordowanej przez konkwistadorów rodziny królewskiej, spisała na nowo całą historię swojego narodu, tworząc około 1554 roku manuskrypt nazywany Popol Vuh. Losy dokumentu były nieznane aż do 1701 roku, gdy do niewielkiej miejscowości Chichicastenango przybył dominikanin Francísco Ximénez. Misjonarz niezwykle interesował się dziejami i tradycją Indian oraz opanował majański język kaqchikel, dlatego po pewnym czasie lokalna społeczność umożliwiła mu wykonanie kopii tej niezwykłej księgi. Owiany tajemnicą rękopis zawiera w sobie opowieść o kreacji świata, w której uczestniczy dwóch dzielnych braci noszących imiona Hunahpu i Xbalanque. Pewnego dnia na ich drodze pojawił się demon znany jako Vucub-Caquix (Siedem ar) o oczach błyszczących jak zielono-niebieskie klejnoty, ostrych zębach wyciosanych z jadeitu oraz dziobie lśniącym niczym srebro, który uważał się za słońce oraz księżyc. Kiedy ptak-demon usiadł na swoim ulubionym drzewie, bracia postrzelili go w dziób i podstępem odebrali mu wszystkie bogactwa, doprowadzając do jego śmierci. Mężczyźni stali się prawdziwym słońcem oraz księżycem, a Majowie do tej pory wierzą, że ara żółtoskrzydła jest ziemskim wcieleniem demona Vucub-Caquix, ponieważ jej dziób przypomina im szczękę stwora uszkodzoną w wyniku walki. (...)






Trogon górski
Trogon górski
Piłodziób żółtopierśny
Piłodziób żółtopierśny
Ibis czczony
Ibis czczony
(...) Nietypowy wygląd dzioborożców przemieszczających się z wielką gracją po gęstych lasach deszczowych Azji połączony z bogatą symboliką tych ptaków wynikającą z wnikliwej obserwacji ich zachowań sprawił, że od niepamiętnych czasów uczestniczą one w duchowym życiu ludzi, pojawiając się w opowieściach, wierzeniach oraz ceremoniach praktykowanych przez wiele społeczności zamieszkujących zajmowane przez te zwierzęta obszary. Większość gatunków dzioborożców spędza całe swoje życie u boku jednego partnera, a zdaniem mieszkańców malezyjskiego stanu Sabah położonego w północnej części Borneo to właśnie parę dzioborożców orientalnych nazywanych bruie łączy tak ogromne uczucie, że kiedy jeden z nich umrze, drugi z żalu wzbije się w powietrze i przestanie poruszać skrzydłami, spadając bezwładnie na ziemię. Ibanowie znani także jako łowcy głów, którzy przez wieki praktykowali brutalną metodę polowania polegającą na odcinaniu głów pokonanym rywalom i zabieraniu ich jako trofeum wojennego utożsamiają dzioborożca żałobnego o unikatowym, wygiętym ku górze kasku z męskością i podniebnym światem, widząc w nim potężnego boga wojny Singalang Burong oraz posłańca między krainą ludzi i duchów. Najważniejszym świętem obchodzonym przez Ibanów w czasach praktykowania headhuntingu było Gawai Burong, które połączone z wystawną ucztą, odbywało się wyłącznie wtedy, gdy bóstwo wojenne pod postacią dzioborożca żałobnego znanego jako kenyalang objawiło się we śnie jednemu z wojowników i nakazało mu zorganizowanie ceremonii. Wydarzenie to wzmacniało ducha walki u Ibanów i skupiało się przede wszystkim wokół wyrzeźbionej w drewnie podobizny kenyalang umieszczonej na wysokim słupie, której dziób skierowany był w kierunku tradycyjnego „długiego domu” zamieszkiwanego przez wroga. Figura miała służyć jako pośrednik w kontaktach z bóstwem wojennym i przenosić się tam, gdzie planowany był atak na Ibanów, ostrzegając ich zawczasu oraz doradzając, jak powinno potoczyć się starcie. W XX wieku Ibanowie zostali zmuszeni przez brytyjskie władze kolonialne do porzucenia animizmu na rzecz chrześcijaństwa lub islamu, jednak otoczeni bujną dżunglą osłaniającą ich przed wzrokiem białych przybyszów, nie przestali praktykować swoich tradycyjnych wierzeń. Odbywające się do tej pory święto Gawai Burong nie celebruje dłużej krwawych mordów dokonywanych na członkach innych społeczności, lecz przywraca do życia mityczną relację istniejącą dawniej pomiędzy wojownikami i czczonym przez nich bóstwem wojennym przyjmującym postać dzioborożca. (...)
(...) Nietypowy wygląd dzioborożców przemieszczających się z wielką gracją po gęstych lasach deszczowych Azji połączony z bogatą symboliką tych ptaków wynikającą z wnikliwej obserwacji ich zachowań sprawił, że od niepamiętnych czasów uczestniczą one w duchowym życiu ludzi, pojawiając się w opowieściach, wierzeniach oraz ceremoniach praktykowanych przez wiele społeczności zamieszkujących zajmowane przez te zwierzęta obszary. Większość gatunków dzioborożców spędza całe swoje życie u boku jednego partnera, a zdaniem mieszkańców malezyjskiego stanu Sabah położonego w północnej części Borneo to właśnie parę dzioborożców orientalnych nazywanych bruie łączy tak ogromne uczucie, że kiedy jeden z nich umrze, drugi z żalu wzbije się w powietrze i przestanie poruszać skrzydłami, spadając bezwładnie na ziemię. Ibanowie znani także jako łowcy głów, którzy przez wieki praktykowali brutalną metodę polowania polegającą na odcinaniu głów pokonanym rywalom i zabieraniu ich jako trofeum wojennego utożsamiają dzioborożca żałobnego o unikatowym, wygiętym ku górze kasku z męskością i podniebnym światem, widząc w nim potężnego boga wojny Singalang Burong oraz posłańca między krainą ludzi i duchów. Najważniejszym świętem obchodzonym przez Ibanów w czasach praktykowania headhuntingu było Gawai Burong, które połączone z wystawną ucztą, odbywało się wyłącznie wtedy, gdy bóstwo wojenne pod postacią dzioborożca żałobnego znanego jako kenyalang objawiło się we śnie jednemu z wojowników i nakazało mu zorganizowanie ceremonii. Wydarzenie to wzmacniało ducha walki u Ibanów i skupiało się przede wszystkim wokół wyrzeźbionej w drewnie podobizny kenyalang umieszczonej na wysokim słupie, której dziób skierowany był w kierunku tradycyjnego „długiego domu” zamieszkiwanego przez wroga. Figura miała służyć jako pośrednik w kontaktach z bóstwem wojennym i przenosić się tam, gdzie planowany był atak na Ibanów, ostrzegając ich zawczasu oraz doradzając, jak powinno potoczyć się starcie. W XX wieku Ibanowie zostali zmuszeni przez brytyjskie władze kolonialne do porzucenia animizmu na rzecz chrześcijaństwa lub islamu, jednak otoczeni bujną dżunglą osłaniającą ich przed wzrokiem białych przybyszów, nie przestali praktykować swoich tradycyjnych wierzeń. Odbywające się do tej pory święto Gawai Burong nie celebruje dłużej krwawych mordów dokonywanych na członkach innych społeczności, lecz przywraca do życia mityczną relację istniejącą dawniej pomiędzy wojownikami i czczonym przez nich bóstwem wojennym przyjmującym postać dzioborożca. (...)






Cudowronka krasnopióra
Żako większa
Żako większa
Bażant diamentowy






Wstęgogłów
Amazonka skromna
Owocożer purpurowy
Turkuśnik indyjski
Latawiec złotogrzbiety
Turako olbrzymi
Wstęgogłów
Amazonka skromna
Owocożer purpurowy
Mój projekt powstał w 2017 roku, gdy po raz pierwszy odważyłam się wyruszyć w daleki świat. Leżąc w cieniu meksykańskich palm porastających wybrzeże rybackiej wioski Celestún położonej nad Zatoką Meksykańską obserwowałam przez większość dnia flamingi, pelikany i fregaty – niezwykłe ptaki morskie, które prawie całe swoje życie spędzają w powietrzu. To właśnie w tamtej chwili postanowiłam, że uchwycę piękno tego, co je łączy i jednocześnie tak bardzo od siebie różni, odszukując dodatkowo zapomniane historie, mity i legendy dotyczące ptaków i ich wpływu na życie człowieka.
Każde zdjęcie ukazuje mój sposób postrzegania piękna przyrody i jest odzwierciedleniem czasu, jaki poświęciłam na doskonalenie techniki fotografowania tak delikatnych przedmiotów, jakimi są pióra. Pełne skupienie, duża precyzja i moja dbałość o detale sprawiają, że tworzenie jednego zdjęcia zajmuje od 20 do 70 godzin. Tygodnie spędzone na odkrywaniu kolekcji ornitologicznej Instytutu Zoologii sięgającej początków XIX wieku przyniosły fotografie gatunków, których zobaczenie na wolności jest trudne lub nie jest już dłużej możliwe.
Pomysł


Turkuśnik indyjski
Latawiec złotogrzbiety
Turako olbrzymi


Od zawsze uważam, że najwspanialsze rzeczy na Ziemi są dziełem Matki Natury, dlatego kierując się swoją wrażliwością w postrzeganiu tego, co nas otacza oraz wielką pasją do odkrywania tajemnic przeszłości, stworzyłam wyjątkowy projekt, który opowiada o niezwykłej roli ptaków w życiu człowieka.
W poszukiwaniu legend, mitów i przesądów dotyczących ptaków ruszyłam w pełną niezapomnianych doświadczeń podróż, która do tej pory poprowadziła mnie przez 63 państwa. Od wybrzeży mórz i oceanów, gdzie palmy składają ukłony dzikim falom, przez gęste dżungle skrywające ruiny starych świątyń, pustynie o miękkim piasku ułożonym przez wiatr w misterne wzory, podnóża okazałych łańcuchów górskich i ciągnące się po horyzont sawanny, aż po małe, zapomniane wioski oraz wielkie, błyszczące od świateł miasta - historie opowiadające o znaczeniu ptaków w rozwoju naszej wiedzy, kultury, sztuki i wiary przywożę ze sobą w pamięci i od kilku lat gromadzę w formie książki, która pewnego dnia, gdy dotrę wszędzie tam, gdzie zaplanowałam, trafi do Twoich rąk.
Widząc piękno w tym, co pozostaje niezauważone, stworzyłam ponad 300 unikatowych fotografii przedstawiających ptasie pióra, aby pokazać Ci cały świat ukryty w lekkiej, niemal doskonałej formie. Zmysłowe linie zachowujące nieprawdopodobną symetrię, niezwykłe detale tworzące spójną całość, zachwycające kolory płynące z jednej strony kadru na drugą - każde ze zdjęć odzwierciedla precyzję mojej pracy, dużą dbałość o najmniejszy szczegół oraz wysokie wymagania estetyczne.


Owocożer purpurowy
Wstęgogłów




Amazonka skromna
W tworzeniu tego projektu wspiera mnie Muzeum i Instytut Zoologii Polskiej Akademii Nauk, w którym odkrywając niezwykłą kolekcję ornitologiczną sięgającą początków XIX wieku, mogłam sfotografować pióra ponad 250 gatunków ptaków. Przez najbliższe kilka lat wiele z moich zdjęć możesz zobaczyć w Narodowym Muzeum Techniki w Warszawie, gdzie stanowią element wystawy stałej zatytułowanej „Przyroda największym wynalazcą”, która wspaniale ukazuje światy techniki i przyrody, jakie wzajemnie się przenikają.


Turkuśnik indyjski


Latawiec złotogrzbiety


Turako olbrzymi
Mój projekt powstał w 2017 roku, gdy po raz pierwszy odważyłam się wyruszyć w daleki świat. Leżąc w cieniu meksykańskich palm porastających wybrzeże rybackiej wioski Celestún położonej nad Zatoką Meksykańską obserwowałam przez większość dnia flamingi, pelikany i fregaty – niezwykłe ptaki morskie, które prawie całe swoje życie spędzają w powietrzu. To właśnie w tamtej chwili postanowiłam, że uchwycę piękno tego, co je łączy i jednocześnie tak bardzo od siebie różni, odszukując dodatkowo zapomniane historie, mity i legendy dotyczące ptaków i ich wpływu na życie człowieka.
Każde zdjęcie ukazuje mój sposób postrzegania piękna przyrody i jest odzwierciedleniem czasu, jaki poświęciłam na doskonalenie techniki fotografowania tak delikatnych przedmiotów, jakimi są pióra. Pełne skupienie, duża precyzja i moja dbałość o detale sprawiają, że tworzenie jednego zdjęcia zajmuje od 20 do 70 godzin. Tygodnie spędzone na odkrywaniu kolekcji ornitologicznej Instytutu Zoologii sięgającej początków XIX wieku przyniosły fotografie gatunków, których zobaczenie na wolności jest trudne lub nie jest już dłużej możliwe.
Pomysł










Wężówka indyjska
Żuraw mandżurski




Fregata wielka
(...) W średniowieczu migracja ptaków stanowiła dla ludzi ogromną zagadkę, co doprowadziło do powstania wielu błędnych założeń dotyczących życia tych zwierząt oraz niezwykłych przesądów i legend, które miały tłumaczyć ich niezrozumiałe zachowania lub zwyczaje. Przez długi czas mieszkańcy Wielkiej Brytanii nie mieli pojęcia, gdzie podziewały się bernikle białolice, które w pierwszych dniach wiosny zrywały się do lotu i znikały nad wzburzonymi falami, by późną jesienią pojawić się ponownie na Wyspach Brytyjskich w towarzystwie swojego potomstwa. Ptaki wyruszały w podróż na Grenlandię oraz arktyczne wyspy północnego Atlantyku, gdzie rozmnażają się i spędzają większą część życia, lecz nieświadomi tych dalekich wędrówek mieszkańcy zachodniej Europy uznali, że w rzeczywistości rodzą się one poprzez drobne skorupiaki należące do gatunku Pollicipes pollicipes, które pokrywają licznie wybrzeża Wielkiej Brytanii i swoim wyglądem do złudzenia przypominają bernikle. Wierzono, że czarno-białe pąkle przyczepione do skał, kadłubów statków oraz drewnianych przedmiotów za pomocą wydłużonej, elastycznej części podobnej do gęsiej szyi były w rzeczywistości ptakami, a o tej nieprawdopodobnej teorii po raz pierwszy wspomniał w 1188 roku walijski mnich Giraldus Cambrensis w swoim dziele „Topographia Hibernica” opisującym krajobraz i życie mieszkańców Irlandii. Według jego obserwacji ptaki były przytwierdzone dziobami do fragmentów drewna dryfujących po morzu i odrywały się od nich, kiedy nabrały wystarczająco dużo siły, by rozprostować swoje skrzydła i wzbić się w powietrze. Skojarzenie bernikli ze zwierzętami morskimi sprawiło, że zostały one częściowo uznane za ryby, w wyniku czego irlandzcy duchowni zezwolili wiernym na spożywanie gęsiego mięsa w trakcie Wielkiego Postu. Przypuszcza się, że kres tej praktyce przyniósł w 1215 roku papież Innocenty III na IV soborze Laterańskim, który miał wskazać na zbyt duże podobieństwo bernikli do innych ptaków, przez co ich mięso nie mogło zostać uznane za posiłek odpowiedni dla wiernych przestrzegających ścisłych zasad postu.
Około 1240 roku Fryderyk II Hohenstauf, Święty Cesarz Rzymski oraz autor słynnego traktatu „De arte venandi cum avibus” będącego źródłem nowożytnej wiedzy ornitologicznej poddał przedziwną tezę o sposobie rozmnażania się bernikli w wątpliwość. Wnikliwie przebadał zebrane skorupiaki i kiedy odkrył, że zwierzęta nie posiadają wspólnych cech, doszedł do wniosku, że za pomocą tej niezwykłej koncepcji próbowano wytłumaczyć, gdzie przychodzą na świat bernikle białolice, które swoje gniazda zakładają z dala od ludzkich siedzib. Odrzucenie mitologicznych rozważań o pochodzeniu bernikli przez jednego z największych uczonych tamtych czasów nie wymazało ze świadomości kulturowej potrzeby dalszego uzasadniania niezrozumiałego zachowania tych zwierząt, gdyż nawet sposób, w jaki dostawały się one do wody wzbudzał wśród ludzi wiele kontrowersji. Z czasem powstały kolejne opowieści sugerujące, że ptaki te od urodzenia są przymocowane do gałęzi drzew. Wzmianka na temat tajemniczego krzewu produkującego owoce o kształcie zbliżonym do ptaków znajduje się w zapiskach papieża Piusa II, które powstały podczas jego podróży do Szkocji w 1435 roku. Kiedy wspomniane owoce dojrzewały i spadały z impetem na ziemię miały natychmiast gnić, lecz gdy tylko wpadały do wody, ożywały i przystrojone w piękne skrzydła wypływały na powierzchnię. Legenda mówi, że urodzone w ten sposób ptaki zamieszkiwały wyspy archipelagu Orkadów leżące na północ od wybrzeży Szkocji. (...)


Argus malajski


Wojownik czarny


Orlik grubodzioby x orlik krzykliwy
(...) Majowie zamieszkujący meksykański półwysep Jukatan, górzyste regiony zachodniej Gwatemali oraz gęstą dżunglę zachodniego Hondurasu ponad 3500 lat temu stworzyli jedną z najbardziej fascynujących cywilizacji świata, która wykształciła unikalny system pisma umożliwiający utrwalanie myśli lub idei za pomocą symboli. Wizerunek ary żółtoskrzydłej kojarzonej przez Majów ze słońcem oraz płomieniami widnieje pośród setek tajemniczych znaków nazywanych glifami, a rzeźby ukazujące głowy tych papug zostały odnalezione w ruinach miasta Copán znajdującego się w Hondurasie, gdzie przyozdabiają ściany boiska przeznaczonego do rytualnej gry w piłkę znanej jako ōllamalīztli. Na przestrzeni wieków Majowie sporządzili wiele manuskryptów opisujących ich niezwykłe wierzenia oraz praktyki religijne, jednak konkwistadorzy w trakcie podboju Meksyku w 1521 roku uznali, że istnienie bezcennych ksiąg utrudni konwertowanie lokalnej ludności na religię chrześcijańską oraz sprowadzi zagrożenie dla hiszpańskiej dominacji na obszarze Mezoameryki, dlatego rozpoczęli masowe niszczenie unikatowych rękopisów sięgających początków cywilizacji Majów. Całkowitej destrukcji uniknęły zaledwie 4 manuskrypty znane jako kodeks Grolier, Paryski, Madrycki oraz Drezdeński, a w tym ostatnim zachowały się logogramy odpowiadające wizerunkom ar oraz podobizny tajemniczych postaci z głowami papug trzymających w rękach pochodnie, co potwierdza bliską relację tych ptaków z ogniem wynikającą z ich intensywnego, żółto-czerwonego upierzenia.
Kiedy w 1524 roku hiszpański oficer Pedro de Alvarado wkroczył wraz ze swoim wojskiem na tereny Gwatemali, towarzyszący mu misjonarze również pozbawili majańskich Indian K’iche’ wszystkich dokumentów zawierających spisywane przez nich legendy dotyczące stworzenia świata. Duchowni natychmiast rozpoczęli brutalne wprowadzanie wiary chrześcijańskiej, zmuszając Indian pochodzących z wyższych warstw społeczeństwa do nauki uproszczonej formy alfabetu łacińskiego. Ocalała grupa K’iche’, powiązana najprawdopodobniej z członkami zamordowanej przez konkwistadorów rodziny królewskiej, spisała na nowo całą historię swojego narodu, tworząc około 1554 roku manuskrypt nazywany Popol Vuh. Losy dokumentu były nieznane aż do 1701 roku, gdy do niewielkiej miejscowości Chichicastenango przybył dominikanin Francísco Ximénez. Misjonarz niezwykle interesował się dziejami i tradycją Indian oraz opanował majański język kaqchikel, dlatego po pewnym czasie lokalna społeczność umożliwiła mu wykonanie kopii tej niezwykłej księgi. Owiany tajemnicą rękopis zawiera w sobie opowieść o kreacji świata, w której uczestniczy dwóch dzielnych braci noszących imiona Hunahpu i Xbalanque. Pewnego dnia na ich drodze pojawił się demon znany jako Vucub-Caquix (Siedem ar) o oczach błyszczących jak zielono-niebieskie klejnoty, ostrych zębach wyciosanych z jadeitu oraz dziobie lśniącym niczym srebro, który uważał się za słońce oraz księżyc. Kiedy ptak-demon usiadł na swoim ulubionym drzewie, bracia postrzelili go w dziób i podstępem odebrali mu wszystkie bogactwa, doprowadzając do jego śmierci. Mężczyźni stali się prawdziwym słońcem oraz księżycem, a Majowie do tej pory wierzą, że ara żółtoskrzydła jest ziemskim wcieleniem demona Vucub-Caquix, ponieważ jej dziób przypomina im szczękę stwora uszkodzoną w wyniku walki. (...)


Ibis czczony


Piłodziób żółtopierśny


Trogon górski
(...) Nietypowy wygląd dzioborożców przemieszczających się z wielką gracją po gęstych lasach deszczowych Azji połączony z bogatą symboliką tych ptaków wynikającą z wnikliwej obserwacji ich zachowań sprawił, że od niepamiętnych czasów uczestniczą one w duchowym życiu ludzi, pojawiając się w opowieściach, wierzeniach oraz ceremoniach praktykowanych przez wiele społeczności zamieszkujących zajmowane przez te zwierzęta obszary. Większość gatunków dzioborożców spędza całe swoje życie u boku jednego partnera, a zdaniem mieszkańców malezyjskiego stanu Sabah położonego w północnej części Borneo to właśnie parę dzioborożców orientalnych nazywanych bruie łączy tak ogromne uczucie, że kiedy jeden z nich umrze, drugi z żalu wzbije się w powietrze i przestanie poruszać skrzydłami, spadając bezwładnie na ziemię. Ibanowie znani także jako łowcy głów, którzy przez wieki praktykowali brutalną metodę polowania polegającą na odcinaniu głów pokonanym rywalom i zabieraniu ich jako trofeum wojennego utożsamiają dzioborożca żałobnego o unikatowym, wygiętym ku górze kasku z męskością i podniebnym światem, widząc w nim potężnego boga wojny Singalang Burong oraz posłańca między krainą ludzi i duchów. Najważniejszym świętem obchodzonym przez Ibanów w czasach praktykowania headhuntingu było Gawai Burong, które połączone z wystawną ucztą, odbywało się wyłącznie wtedy, gdy bóstwo wojenne pod postacią dzioborożca żałobnego znanego jako kenyalang objawiło się we śnie jednemu z wojowników i nakazało mu zorganizowanie ceremonii. Wydarzenie to wzmacniało ducha walki u Ibanów i skupiało się przede wszystkim wokół wyrzeźbionej w drewnie podobizny kenyalang umieszczonej na wysokim słupie, której dziób skierowany był w kierunku tradycyjnego „długiego domu” zamieszkiwanego przez wroga. Figura miała służyć jako pośrednik w kontaktach z bóstwem wojennym i przenosić się tam, gdzie planowany był atak na Ibanów, ostrzegając ich zawczasu oraz doradzając, jak powinno potoczyć się starcie. W XX wieku Ibanowie zostali zmuszeni przez brytyjskie władze kolonialne do porzucenia animizmu na rzecz chrześcijaństwa lub islamu, jednak otoczeni bujną dżunglą osłaniającą ich przed wzrokiem białych przybyszów, nie przestali praktykować swoich tradycyjnych wierzeń. Odbywające się do tej pory święto Gawai Burong nie celebruje dłużej krwawych mordów dokonywanych na członkach innych społeczności, lecz przywraca do życia mityczną relację istniejącą dawniej pomiędzy wojownikami i czczonym przez nich bóstwem wojennym przyjmującym postać dzioborożca. (...)


Bażant diamentowy


Żako większa


Cudowronka krasnopióra







